Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 sierpnia 2014

A few things that surprise me in Montreal part 1

Za każdym razem, gdy wybieram się do jakiegoś nowego kraju, zadziwiają mnie różne rzeczy związane ze stylem życia, różnicami kulturowymi i tym podobne. Zazwyczaj chwilę się podziwię, a następnie wracam do Poznania i zupełnie o tym zapominam. Inaczej było tylko w przypadku Chorwacji i Kanady - ponieważ w tam mieszkałam/mieszkam i musiałam się do tych rzeczy przyzwyczaić.

http://www.pinterest.com/pin/318348267381934158/

Oto kilka ciekawostek/osobliwości montrealskich (być może dotyczą one całej Kanady, jednak nie miałam okazji dłużej mieszkać poza Montrealem), które z perspektywy dziwnej dziewczynki z Polski wydają się dziwne:

1) Obliczanie pięter 
Parter nazywany jest RC (rez-de-chaussée), natomiast pierwsze piętro to... drugie piętro! Tak, tak, w windach zaraz po RC widnieje 2-ka, następnie 3-ka itd. Może być to mylące szczególnie, jeśli korzystamy ze schodów.

2) Ciemność, widzę ciemność
W wielu mieszkaniach i domach w Kanadzie nie ma lamp na suficie w salonie i/lub sypialniach. I tak na przykład w naszym (nowowybudowanym, dodam) mieszkaniu są jedynie małe, stojące lampki. Niby dają światło, ale jednak jestem przywyczajona do lamp na suficie...

http://www.pinterest.com/pin/573153490048527000/ Gdzie jest lampa?

http://www.pinterest.com/pin/233413193158135230/

3) Wielkie łoża
Zawsze wydawało mi się, że mam duże łóżko, jednak dopiero kiedy przyjechałam do Kanady zrozumiałam, że normalne łóżko to 2mx2m ;) 

4) Brak prywatności w toaletach
Coś, czego NIGDY nie zrozumiem, to to, dlaczego w toaletach publicznych (dotychczas sprawdzone w kilku centrach handlowych, w mojej pracy, na przystanku metra i w kilku innych miejscach) są SZPARY pomiędzy drzwiami i ścianą kabiny. Serio, są na tyle duże (ok. 1 cm), że widzę osoby wchodzące do toalety (a one widzą mnie). Nikt nie potrawi mi wytłumaczyć ich zastosowania...

źródło: internet/ Tak to mniej więcej wygląda, po zamknięciu drzwi pozostaje ok. 1cm szpara 

5) Większość osób (ponoć szacuje się, że 90%) wyprowadza się (i wprowadza do nowego domu lub mieszkania) 1.07. Ułatwia to cały proces wynajmowania mieszkań (skoro każdy ma umowę do tego samego dnia, to każdy szuka nowego też w ten sam dzień).

Na dziś to tyle, druga część niebawem :)

***
Every time I visit a new country, I am surprised by some cultural differences or lifestyle. Usually I just go back home and forget about them, but when I lived in Croatia, I just had to get used to them. The same story happened in Montreal - I just had to get used to them. 

http://www.pinterest.com/pin/318348267381934158/

I'd like to tell you about a few things that surprised me when I first came to MTL (maybe the situation looks the same in other cities or countries but I am only talking about my experience in Montreal :)).

1) Counting floors
In Poland we have something that is called Parter (Ground floor), than we have 1st floor, 2nd floor etc. In Montreal they have something that is called RC (rez-de-chaussée) - something like our Parter, but than...2nd floor comes! Where is the 1st floor, I am asking? :)

2) Dark, darker, the darkest 
Something I really don't understand is the fact that most homes and condos in MTL don't have lamps on the ceiling...For example, in our condo, we have no lamps on the ceilings in our salon, neither in our bedroom! Of course, we have some bedside tables and other standing lamps, but still - I really don't get it.

http://www.pinterest.com/pin/573153490048527000/ Where is the lamp?

http://www.pinterest.com/pin/233413193158135230/

3) Big beds
I was always sure that my bed in Poland is quite big. But I realized that in Canada 2m x2m beds are normal :) mine is 2m x140cm.

4) No privacy...in a toilet
I really DON'T UNDERSTAND why is there a hole between the doors and the toilet's wall...I can easily see people entering the toilet and they can obviously see me! No one can explain it...Maybe you know?

Source: Internet

5) Most people move out and move in a new apartment on 1st of July. It's technically easier to find a new apartment since there's a lot of places people moved out.

Second part soon!



piątek, 24 stycznia 2014

Words of the day

Faire du bruit - narobić hałasu
Przyda się także na meczu hokeja, np. Canadiensów. Dlaczego? Ponieważ informacja ta wyświetlana jest, gdy prosi się publiczność o głośniejsze kibicowanie :)

Wtedy krzyczcie: GO HABS GO :)

www.keepcalm-o-matic.co.uk

***
Faire du bruit - to make some noise
It can be useful while watching a hockey game, for example Canadiens. Why? Because sometimes there's an info to make some noise - to cheer louder! :)

You should scream: GO HABS GO :)

wtorek, 21 stycznia 2014

My secret

Bruksela to miasto, które kojarzy się przede wszystkim z czekoladą, Unią Europejską i siusiającym chłopcem :)
Podobno aż co 3 mieszkaniec jest cudzoziemcem i chyba jest w tym sporo prawdy. Niektóre mniejszości narodowe zajmują całe dzielnice, a na ulicy, czy w autobusie ciągle słyszy się różne języki.

Belgia to bardzo mały kraj, jednak moim zdaniem jest to duży plus - będąc w Brukseli można bez problemu zwiedzić inne miasta, np. Brugię, czy Antwerpię. O Antwerpii jeszcze z pewnością napiszę, ponieważ to miasto zrobiło na mnie duże wrażenie.

Ponieważ Bruksela ma wiele do zaoferowania, chciałabym się dziś skupić przede wszystkim na jedzeniu. Kolejny post o Brukseli przybliży Wam ciekawe miejsca do zwiedzenia.

Dlaczego chcę pisać o jedzeniu? Zobaczcie sami:

Belgijskie czekoladki - słyszał o nich pewnie każdy. Godiva, Neuhaus, Pierre Marcolini, a także mniej znane ale bardzo przeze mnie lubiane czekoladki Maison Renardy. Dom rodziny Renardy polecam nie tylko ze względu na czekoladki. Można u nich kupić przepyszne croissanty, dżemy, ciastka. Niebo w gębie :)
Czekoladki w Belgii nie są tanie, jednak grzechem byłoby pojechać do Belgii i ich nie spróbować. Sklepy oferują sprzedaż nie tylko w dużych pudełkach, ale również na sztuki. Część cukierni sprzedaje również moje ukochane makaroniki.

http://www.pinterest.com/pin/25543922857994194/ Maison Renardy w środku :)
http://www.pinterest.com/pin/13581236349498247/ Pyszne, domowe dżemiki

Belgijskie frytki - moim zdaniem najlepsze frytki na świecie. Zaraz obok poutine (czyli miliona pysznych kalorii w pudełku :)). Frytki sprzedawane są wszędzie, do większości pubów wejdziesz bez problemu ze stożkiem wypełnionym tą przekąską. Wybór sosów jest także ogromny. Ja bardzo lubię wszystkie z dodatkiem curry. Jeśli macie ochotę, zobaczcie co jeden z redaktorów New York Times'a napisał o belgijskich frytkach.

Moje ulubione frytki - http://www.maisonantoine.be/ ponoć były nawet wyróżniane przez Przewodnik Michelin 

No właśnie... piwo belgijskie. A właściwie syropy, które dodawane są do piwa. Nigdy nie widziałam tak długiej listy syropów! Mój ulubiony to syrop fiołkowy. Swoją drogą syropy nie są zbyt popularne - gdy w Zagrzebiu poprosiłam o piwo z sokiem, dostałam... piwo i sok :) w osobnych szklankach.

http://www.pinterest.com/pin/396316835929993719/ Miejsce, w którym jest wielki wybór piw i ogromny wybór syropów

No dobrze, zdradzę Wam ten sekret, o którym pisałam w tytule. W Brukseli znajduje się miejsce, w którym sprzedają NLŚ czyli najlepsze lody świata. Wiem, co mówię, lody mogłabym jeść na śniadanie, obiad i kolację. Jeśli lubicie nietypowe smaki to serdecznie polecam Wam to miejsce - mój absolutny numer 1 to solony karmel. Zawsze jest mi bardzo przykro, że nie mogę spakować litrowego pudełka do walizki.

Skoro już mowa o walizce, chciałabym Was zaprosić do konkursu organizowanego przez tripcase.pl. Zasady są proste - należy polubić tripcase.pl na Facebooku i wysłać swoje zdjęcie z walizką, a także dokończyć zdanie: "Tripcase to walizka pełna...". Jeśli podróżowanie po Polsce i po miastach europejskich sprawia Wam przyjemność, jednak nie lubicie sami organizować swoich wyjazdów to jest to idealne miejsce dla Was.

Im dłużej myślę o Belgii, tym większą mam ochotę na wspomniane lody. Muszę Was jednak ostrzec - pan, który je produkuje i sprzedaje jest niezwykle humorzasty i czasem wręcz niemiły. Jednak pokusa zjedzenia solonego karmelu zawsze wygrywa.

W swoim żywiole :) W tle: Comus&Gasterea
Mr Comus we własnej osobie - to on jest właścicielem, sprzedawcą i producentem lodów.

I co, namówiłam kogoś na wycieczkę do Brukseli?

***
When you hear Brussels you probably think about the chocolate, European Union and Manneken Pis (literally: peeing boy) :)
They say that every 3rd citizen of Brussels is a foreigner and I actually believe that. There are even quarts that are occupied by minorities. When you walk the streets or take a bus you can hear people speaking different languages.

Belgium is a small country, but I think it's an advantage - you can with no problem travel from Brussels to another nice cities like Bruges or Antwerp. I'll write something about Antwerp later because it made a huge impression on me.

Since Brussels has a lot to offer, today I would like to focus on food and next time I'll write about places to visit.

Why do I want to write about food? Well... :)

Probably everyone heard about Belgian chocolates: GodivaNeuhausPierre Marcolini, and also less known Maison Renardy chocolates that I really really like. Maison Renardy offers delicious croissants, jams, cookies. Everything tastes like Heaven. Belgian chocolates are not cheap but it would be a sin to go there and not to try them :) You can buy them in a box (different sizes) or just one or two. Some cafes or confectioneries sell my favourite macarons.

http://www.pinterest.com/pin/25543922857994194/ Maison Renardy inside
http://www.pinterest.com/pin/13581236349498247/ Delicious home-made jams

Belgian "French fries" - I think they are the best in the World (OK, they have a place in my heart right next to poutine (also known as a million delicious calories in a box :)). You can buy them literally everywhere and you can bring them to most bars. The choice of sauses is enormous. I love all kinds of curry versions. If you want to read about Belgian French fries I recommend this article from New York Times.

My favourite French fries are here! http://www.maisonantoine.be/ They say that they were even mentioned in Michelin's Guide

Belgian beer. Or actually the syrups they add to beer. I've never seen such a big list of them! My super-favourite one is a violet syrup. BTW syrups are not that popular all around the world...Once in Zagreb I asked for a beer with syrup (that's what I always do in Poland) and I got...beer and syrup-juice. In seperate glasses.

http://www.pinterest.com/pin/396316835929993719/ This place serves a lot of kinds of beer and syrups

OK, I will tell you THE secret I was mentioning in the title. There's a place in Brussels that sells TBICE - The Best Ice-Cream Ever. And I know my ice-cream. I could eat them for breakfast, lunch and dinner! If you like special flavours, I truly recomment this place because their salted caramel is my absolute number 1. I'm always really sad that I cannot pack them in my suitcase :)

http://www.pinterest.com/pin/131378514103293479/ The owner, producer and seller - Mr Comus

I need to warn you though - the guy that makes and sells them (look at the picture above) is not very nice. Sometimes he is even rude. But once you taste the salted caramel you'll forget about the world, so no worries - it's worth it.

THE ice-cream. Behind me: Comus&Gasterea

So, who's going to Brussels?


piątek, 10 stycznia 2014

Coconut truffles

Chciałabym podzielić się z Wami przepisem, który niedawno odkryłam. Przepis jest na tyle prosty, że nawet osoby, które twierdzą, że mają "dwie lewe ręce" do gotowania, będą w stanie go przygotować.

Do odmierzania użyłam tej 100-ml miarki z IKEA:


Potrzebujemy:
2 miarek wiórków kokosowych
1 miarki zmielonych, obranych ze skórki migdałów
2 łyżki syropu klonowego lub miodu
2 łyżki roztopionego oleju kokosowego
2 łyżki mleka kokosowego (lub zwykłego 2% jeśli nie macie kokosowego)
0,5 łyżeczki koncentratu waniliowego
0,5 łyżeczki cynamonu

Wszystkie składniki poza kokosem i migdałami mieszamy do uzyskania w miarę jednolitej masy. Następnie dodajemy 1,5 miarki wiórków i 1 miarkę migdałów. Mieszamy, aż do uzyskania gęstej masy. Jeśli masa nie jest wystarczająco gęsta, dodajemy wiórków kokosowych. Następnie formujemy kuleczki i obtaczamy je w wiórkach kokosowych. Wkładamy do lodówki przynajmniej na godzinę.

Z przepisu wychodzi około 10 kuleczek (mi wyszło 11).


Omnomnom :)
Pomysł na przepis zaczerpnęłam od Olivii Scott, a następnie go trochę zmodyfikowałam :)

***
I would like to share with you something I discovered recently - the recipe for coconut truffles.
The recipe is as easy as 1, 2, 3, so everyone will be able to do it.

I used this 100-ml measure cup from IKEA:


You will need:
2 cups shradded coconut
1 cup shradded peeled almonds
2 tablespoons maple syrup or honey
2 tablespoons melted coconut oil
2 tablespoons coconut milk (or regular 2% if you don't have it)
0,5 teaspoon vanilla extract
0,5 teaspoon cinnamon

Mix all the ingredients except the coconut and almonds until you get a quite homogeneus pulp. Then add 1,5 cups of coconut and 1 cup of almonds. Stir until you get a thick pulp. If it's not thick enough, add more coconut. Form little balls and roll them in coconut. Refridgerate for at least one hour.

The recipe makes around 10 truffles (I made 11).


Omnomnom :)
This is a modified Olivia's Scott recipe.

czwartek, 7 listopada 2013

Are you a real traveller?

Cześć!

Prawdziwy podróżnik to taki, który jeździ stopem, podróżuje z wielkim plecakiem, śpi w najlepszym wypadku w jak najtańszym hostelu i za wszelką cenę omija turystów. Bo przecież prawdziwy podróżnik to nie turysta. On brzydzi się wszelkim luksusem. Nie jada w restauracjach i nie sypia w hotelach.

Nie wiem dlaczego, ale ostatnio bardzo często spotykam się z takimi opiniami wśród Polaków.
Dlaczego się z tym nie zgadzam? Otóż.

1) Nie istnieje żaden wyznacznik bycia podróżnikiem.
Każdy, kto podróżuje jest podróżnikiem, a każdy, kto przebywa poza granicami swojego kraju (i nie jest obywatelem tego drugiego kraju) jest turystą.

2) Każdy podróżuje tak, jak lubi.
Nie lubię jeździć na stopa. Denerwuje mnie kilkugodzinne czekanie, aż ktoś w końcu się zlituje i pozwoli mi wsiąść do swojego samochodu. Nie chodzi o kwestię bezpieczeństwa, bo równie dobrze można zginąć w katastrofie lotniczej albo w wypadku jadąc autobusem. Dawno temu byłam harcerką i zdarzało mi się podróżować stopem - nigdy tego nie lubiłam. No ale też nie każdy lubi latać samolotem. Ja uwielbiam.

3) Hotel, hostel czy couchsurfing?
Wszystkie opcje wydają mi się świetne. Jeśli masz okazję za niewielkie pieniądze (czytaj: mieszczące się w Twoim budżecie) spać w ładnym, czystym hotelu, to dlaczego nie? Jeśli nie możesz znaleźć taniego noclegu w hotelu, to zawsze są hostele, które oferują naprawdę tanie noclegi. Jeśli Twój budżet wyjazdowy jest niewielki, a w dodatku lubisz poznawać nowych ludzi, szczególnie zza granicy (darmowe konwersacje chociażby z języka angielskiego, bo większość couchsurferów zna ten język) to couchsurfing jest idealną opcją dla Ciebie. I wcale nie uważam, że jeśli śpisz w hotelu, to jesteś gorszym podróżnikiem. Jesteś takim samym podróżnikiem, po prostu masz większy budżet na wyjazd.

4) Restauracje.
No dobrze. Jadanie w restauracjach jest zazwyczaj droższe, niż przygotowywanie potraw samemu. Ale kompletną głupotą jest dla mnie chodzenie do supermarketu i gotowanie w domu każdego dnia na wyjeździe. Jedzenie nieodzownie łączy się z kulturą, dlatego nie wyobrażam sobie pojechać np. do Indonezji, Chorwacji, czy Włoch i nie pójść choć raz do restauracji, która serwuje tradycyjne potrawy. I wcale nie mam na myśli restauracji z trzema gwiazdkami Michelin. Ale istnieją przecież standy na ulicach, gdzie ludzie sprzedają pyszne potrawy za naprawdę niewielkie pieniądze. Kilka przykładów z moich tegorocznych podróży:
- Wenecja (relatywnie drogie miasto), dzielnica studencka - niejedna knajpka serwuje tzw. finger food za 1 euro. Do tego pyszne wino również w cenie 1 euro. Duża paczka smażonych kalmarów - 3 euro.
- Werona - pyszna pizza (ogromna) za około 15 euro. Najadły się nią 3 osoby (w tym dwóch chłopaków).
- Malang - w Indonezji można znaleźć naprawdę pyszne (i tanie jedzenie) na ulicy - obiad dla trzech osób (np. ryż, szaszłyczki i sos orzechowy) za około 10 zł.

5) Miejsca turystyczne.
No dobrze, ja też nie lubię tłumów i czekania w kolejce. Zdecydowanie preferuję odwiedzać mniej znane miejsca. Ale nie wyobrażam sobie pojechać do Peru i nie zobaczyć Machu Picchu. Albo do Toronto i nie zobaczyć wodospadu Niagara. Jeśli chodzi o muzea, to zdecydowanie polecam takie, które są naprawdę ciekawe. Omijam wszelkie muzea wojskowe, bo najzwyczajniej w świecie mnie nie interesują. Wolę przejść się uliczkami miasta i porozmawiać z napotkanymi osobami. Zapytać, co warto zjeść i gdzie warto pójść - przecież oni wiedzą to najlepiej.

Bycie podróżnikiem, czy bycie turystą nie zależy od zasobności Twojego portfela. Jeśli lubisz wyjeżdżać na zorganizowane wyjazdy do 5-gwiazdkowych hoteli, to wyjeżdżaj. Jeśli lubisz jeżdzić stopem i spać za darmo - rób to dalej. Każdy typ podróżowania ma swoje plusy. Ważne, by znaleźć taki, jaki nam najbardziej odpowiada.

A Wy, jak lubicie podróżować?

Pyszna pizza prosto z Włoch :)
Delicious pizza straight from Italy :)
URL: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d3/Supreme_pizza.jpg

***
Hello!

A real traveller hitchhikes, travels with a big bagpack, sleeps (in the best case scenario) in the cheapest hostel and at all costs avoids turists. Because a real traveller is NOT a turist. He despises luxuries. He doesn't eat in restaurants and he doesn't sleep in hotels.

Why do I disagree?

1) There is no definition of a real traveller.
Everyone who travels is a traveller and all the people who are outside their own country are turists (unless they have a double citizenship).

2) People travel the way they like.
I don't like hitchhiking. I am getting really pissed when I have to wait for hours until someone finally lets me in his car. Once upon a time I used to be a girl scout and I did hitchhike couple of times - I never liked it. But, some people hate flying - I love it.

3) Hotel, hostel or couchsurfing?
All the options sound great. If you have an opportunity to sleep in a nice, clean hotel and it will be cheap (by cheap I mean cheap for your budget) - why not? If you can't find any nice and cheap hotel, you can always stay in a hostel. If your travelling budget is really small and you like meeting new people, especially from abroad (free language lessons!) then couchsurfing is a perfect option for you. I don't think that sleeping in a hotel makes you a worse traveller - you just have a bigger budget, that's it.

4) Restaurants.
OK. Eating in restaurants is usually much more expensive than preparing food at home. But I think it's totally stupid to travel and cook everyday. Every country has its national dishes and I cannot imagine going to, for example, Indonesia, Croatia or Italy and not going to a restaurant at least once.
Don't get me wrong - I am not talking about restaurants with 3 Michelin stars. But every city has some nice and cheap restaurants that serve traditional food.
Some examples from my recent trips:
- Venice (a relatively expensive city), student's quarter - a lot of places serve finger food (1 euro) and house wine (1 euro per glass). Big bag of fried calamari - 3 euros.
 - Verona - delicious pizza (and huuuge) - around 15 euros. Dinner for 3!
- Malang - in Indonesia it's really easy to buy delicious and cheap food on the street. Dinner for 3 - around 2,5 euros.

5) Turistic places.
OK, I hate traffic and waiting in queues. I prefere visiting less famous places. But I cannot imagine going to Peru and not seing Machu Picchu. Or going to Toronto and not seing Niagara falls. When it comes to museums I definitely recommend unique museums. I don't like watching the same stuff for 10th time - I would rather take a walk and meet natives. They can always recommend you great restaurants or places you just cannot miss. Who knows better than people who live in those places forever?

Being a traveller or a turist doesn't have anything to do with your budget. If you like going on organized vacations in 5* hotels - do it. If you like hitchhiking and couchsurfing - do your thing. Every type of travelling has its advantages and disadvantages. The important part is finding the way you like doing it.

And how do you travel?

wtorek, 5 listopada 2013

Where are you going next?

Cześć!

Mam dwie wielkie pasje - podróżowanie i języki obce. W moim świecie nie istnieje podróżowanie bez języków obcych ani języki bez podróżowania. Za każdym razem, gdy się gdzieś wybieram, staram się poznać kulturę kraju, do którego jadę. A jak lepiej poznać kulturę niż przez język? Nauka języków obcych i chęć sprawdzenia swoich umiejętności są niezwykłą motywacją do wyjazdów. Wyjazdy z kolei motywują do nauki języków obcych. Największą bowiem frajdę sprawia mi możliwość wymiany choć kilku zdań z tak zwanymi tubylcami.

W związku z tym, że w podróżach spędzam sporą część czasu, wielu znajomych bardzo często pyta mnie o to, gdzie pojadę następnym razem.

A Wy, co sądzicie o podróżowaniu i nauce języków obcych? Lubicie rozmawiać z tubylcami w ich ojczystym języku? Czy sądzicie, że nauka języków obcych jest ważna?



***

Hello!

I have two big passions - travelling and foreign languages. In my world there is no such thing like travelling without foreign languages nor foreign languages without travelling. Everytime I go somewhere, I try to get to know the culture of the country I'm visiting - and how can you do it better, than by getting to know the language? After learning a new language for some time I want to check how much have I really learned. The best way to do it is to travel to the place where people are native speakers of the language you're learning and talking to them. Also, travelling is a big motivation for all language learners to keep on learning. I really enjoy being able to exchange couple of sentences with native speakers.

Because I spend a lot of time travelling, my friends ask me very often: "Where are you going next?"

And what do you think about travelling and learning new languages? Do you enjoy talking to native speakers? Do you think that learning foreign languages is important?